Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryanair. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryanair. Pokaż wszystkie posty

Latanie coraz droższe

British Airways Boeing 777 in 1984-1997 Landor...Image via Wikipedia

Jeśli planujesz podróż zagraniczną samolotem, kup bilety jak najszybciej - radzi "Rzeczpospolita". I nie licz na tanie linie.
Tendencja taniejących biletów skończyła się - wieszczy gazeta. Nawet największe linie lotnicze nie są bowiem w stanie obniżać cen bez końca.Tym bardziej, że nawet one mają poważne problemy finansowe.
Nawet klasa biznes drożeje

British Airways w I kwartale tego roku miało stratę 401 mln funtów, niemiecka Lufthansa - 256 mln euro, a Air France/KLM - aż 500 mln euro. Tanie linie mają jeszcze poważniejsze problemy.

- Nie ma co liczyć na to, że akcjonariusze będą akceptowali powiększające się straty - mówi gazecie Anna Ingham-Grant, odpowiedzialna w British Airways za Europę Środkową i Wschodnią. British Airways już podwyższa ceny, zmniejszyło też dostępność najtańszych miejsc w swoich samolotach. Podrożały bilety nawet w klasie biznes i pierwszej, które najtrudniej zapełnić.

tvn24
Reblog this post [with Zemanta]

Zbankrutowały tanie linie lotnicze SkyEurope

BaliceImage by magro_kr via Flickr

01.09. Wiedeń (PAP) - Austriacko-słowackie tanie linie lotnicze SkyEurope poinformowały we wtorek, że wstrzymują działalność w trybie natychmiastowym po tym, gdy zajmujący się ich restrukturyzacją zarząd powierniczy złożył wniosek o wszczęcie postępowania upadłościowego.

Jako przyczynę bankructwa podano "brak możliwości uzyskania przejściowego pomostowego finansowania działalności operacyjnej".

Walczące od lat o przetrwanie towarzystwo SkyEurope ogłosiło w czerwcu niewypłacalność, uzyskując jednocześnie przewidzianą prawem słowackim ochronę przed wierzycielami.

Port lotniczy w Wiedniu wstrzymał w połowie sierpnia odprawy samolotów SkyEurope z powodu nieuregulowania zaległych rachunków. Zaradzono temu, przewożąc pasażerów autobusami do Bratysławy, gdzie rozpoczynali powietrzną podróż. Również lotnisko w Pradze poinformowało w poniedziałek, iż do czasu otrzymania należnych pieniędzy rezygnuje od wtorku z obsługiwania niesolidnego przewoźnika. W poniedziałek wieczorem doszła do tego wiadomość o odwołaniu wszystkich rejsów SkyEurope z Bratysławy.

Rzecznik SkyEurope Ronald Schranz wyraził ubolewanie z powodu powstałych niedogodności dla podróżnych, oświadczając jednocześnie, iż oczekujący w zagranicznych portach lotniczych klienci przedsiębiorstwa muszą sami poszukać alternatywnych możliwości powrotu. Według rzecznika, sprawa dotyczy "kilku tysięcy" osób, ale dokładnej ich liczby nie był w stanie podać.
google

Reblog this post [with Zemanta]

Tanie bilety lotnicze odchodzą w przeszłość

Lufthansa AirbusImage by mattingham via Flickr

inie lotnicze zapowiadają podwyżki cen. Te linie, którym udało się przetrwać kryzys.

Jeśli ktoś planuje podróż zagraniczną, powinien kupić bilety jak najszybciej. Nawet największe linie lotnicze nie są w stanie obniżać cen bez końca. Tym bardziej że nawet one mają poważne problemy finansowe. British Airways w I kwartale tego roku miały stratę 401 mln funtów, niemiecka Lufthansa – 256 mln euro, a Air France/KLM aż 500 mln euro.

– Nie ma co liczyć na to, że akcjonariusze będą akceptowali powiększające się straty – mówi Anna Ingham-Grant, odpowiedzialna w British Airways za Europę Środkową i Wschodnią. – BA już podwyższa ceny, zmniejszyła dostępność najtańszych miejsc w swoich samolotach. Podrożały bilety nawet w klasach biznes i pierwszej, które najtrudniej nam zapełnić – dodaje.Marek Sławatyniec, dyrektor Aviareps – firmy reprezentującej kilkanaście linii lotniczych, potwierdza, że dubajskie linie Emirates, coraz popularniejsze wśród Polaków podróżujących do Azji i na Bliski Wschód, podniosły ceny.

– Na razie latamy tanio, bo pozwalają na to niskie ceny paliwa – przyznaje Sebastian Mikosz, prezes zarządu Polskich Linii Lotniczych LOT. Jego zdaniem, przetrwanie zbliżającego się sezonu zimowego będzie wyzwaniem. Nie dość, że ropa może podrożeć, to na dodatek chętnych do podróży w drugiej połowie roku jest zwykle mniej.

Przewoźnicy zrzeszeni w stowarzyszeniu IATA (Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych) odnotowali w I półroczu w Polsce 25-procentowy spadek sprzedaży biletów. Z danych IATA wynika, że jest wiele krajów, w których sytuacja jest gorsza niż nad Wisłą.

Spadek zainteresowania podróżami lotniczymi dotknął także tanich przewoźników. – Kryzys z pewnością przetrwają dobrzy przewoźnicy, a niekoniecznie ci, którzy angażują się w wojnę cenową – mówi Marek Sławatyniec. A jeśli tanie linie nie są w stanie zapełnić samolotów na którymś z lotnisk, po prostu zamykają połączenia.

Ryanair nie lata już w ogóle z warszawskiego Okęcia, Norwegian skupia się przede wszystkim na trasach skandynawskich i np. skasował loty do hiszpańskiej Girony, zapowiadając zamknięcie połączeń do Splitu, Werony i Dubrownika. Easy Jet lata już tylko do Krakowa i z niego.

Ofiarą walki cenowej padł polski Centralwings, a SkyEurope po wycofaniu się z naszego kraju wystąpił do sądu o ochronę przed wierzycielami.


[http://www.zw.com.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

Choć latamy mniej, to na Strachowicach nie ma paniki

Auf Wiedersehen LufthansaImage by lorentey via Flickr

O 11 proc. zmniejszyła się liczba pasażerów odprawionych na wrocławskim lotnisku w porównaniu do zeszłego roku. Z innych portów wrocławianie też mniej latali. Lepiej ma być w drugiej połowie roku.


Urząd Lotnictwa Cywilnego przedstawił najnowsze dane ruchu pasażerskiego za pierwsze półrocze 2009 roku. Wynika z niego, że wszystkie polskie porty w pierwszym półroczu tego roku zanotowały przeszło 12-procentowy spadek. Odprawiły ponad 8,6 mln pasażerów, o przeszło 1,2 mln mniej niż przed rokiem. Najwięcej pasażerów straciła Warszawa i Kraków. Następnie uplasował się Wrocław i zaraz za nim Gdańsk. Strachowice według danych ULC odprawiły o 75 tys. mniej pasażerów - zamiast 680 tys. do końca czerwca, tylko 605 tys.

- Winny jest kryzys - mówi Bartłomiej Sosna z firmy konsultingowej PMR badającej m.in. ruch pasażerski w Polsce. - Kryzys na rynkach finansowych odbił się na wielu innych dziedzinach. Tak duży spadek był do przewidzenia. To nic zaskakującego w obecnych czasach.

Niedawno na łamach "Gazety" Jarosław Sztucki, wiceprezes wrocławskiego portu, zapewniał, że na koniec roku spadek w liczby odprawionych na Strachowicach pasażerów będzie nie większy niż 7 proc., a z 1,5 mln klientów, którzy zostali obsłużeni w 2008 roku, ubędzie jedynie 100 tys.

Po ogłoszeniu oficjalnych danych ULC słów nie zmienia: - Bardzo dobry był maj i czerwiec. W maju mieliśmy o pięć procent więcej klientów na liniach krajowych, miesiąc później też było więcej pasażerów. Naprawdę powoli wychodzimy z kryzysu.

Dane urzędu wiceprezesa Sztuckiego nie zaskakują. - Początek roku był fatalny. LOT zlikwidował swojego taniego przewoźnika - spółkę Centralwings, której samoloty kursowały z Wrocławia do Dublina, Rzymu i Londynu. Lufthansa zawiesiła jeden lot do Monachium, ofertę ograniczył Ryanair, a jeszcze jesienią - Wizzair. I pierwszy kwartał zakończyliśmy z dużym spadkiem. Wyniki z maja i czerwca dają jednak sygnał, że druga połowa roku będzie dużo lepsza i cały rok zakończymy z mniejszym spadkiem, niż odnotowaliśmy do połowy roku. A w czasach kryzysu byłby to sukces - mówi Sztucki.

Zdaniem wiceprezesa wrocławskiego portu maszyny tanich przewoźników w ostatnich trzech miesiącach obłożone były "pod sufit", wielokrotnie odlatywały pełne. Mimo słabej złotówki nie ucierpiał także ruch czarterowy. Nadal popularne są loty na Wyspy Brytyjskie. Na wakacje bardzo dużym zainteresowaniem cieszą się loty do Barcelony i Alicante.

- Co ważne, Lufthansa zaczęła sprzedaż biletów na zawieszone na wiosnę połączenie z Monachium. To dobry prognostyk, że być może do nas wróci - mówi Sztucki.

O poprawie sytuacji w portach mówią także władze Urzędu Lotnictwa Cywilnego. - Z zebranych przez nas danych wynika, iż sytuacja po słabym początku roku stabilizuje się i są notowane wreszcie pierwsze symptomy poprawy - mówi Katarzyna Krasnodębska z ULC.

Warszawa w pierwszym półroczu odprawiła o ponad 16 proc. mniej pasażerów. Kraków 14 proc., Wrocław 11, Gdańsk o 10. Małe spadki zaliczył jedynie Poznań, gdzie z Ławicy odprawiono zaledwie o 4,5 proc. mniej pasażerów.

[http://miasta.gazeta.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

Jak można taniej latać w świat

Arriving in PolandImage by robonline via Flickr

RZESZÓW. Z lotów czarterowych mogą korzystać nie tylko wczasowicze, klienci biur podróży

Z rzeszowskiego lotniska w Jasionce można już latać w szeroki świat. Na Wyspy Brytyjskie wozi pasażerów Ryanair, LOT-em można polecieć bezpośrednio do Nowego Jorku, a dzięki Lufthansie można wybrać się niema wszędzie, z przesiadką we Frnkfurcie. Bezpośredni z Rzeszowa można też polecieć do Tunezji, Egiptu lub Turcji i to znacznie taniej niż regularnymi liniami.

Od czerwca do października Port Lotniczy "Rzeszów-Jasionka" obsługuje wiele regularnych lotów czarterowych do krajów arabskich i do Turcji. Na tych trasach latają samoloty wynajęte przez biura podróży. Rejsy przeznaczone są dla turystów, którzy kupili wczasy w danym kraju, ale nie tylko. W samolotach odlatujących z Jasionki często jest kilka wolnych miejsc. Mogą z nich korzystać pasażerowie, którzy wybierają się na południe np. w sprawach b biznesowych lub sami organizują sobie pobyt np. w Afryce.

- Te wolone miejsca możemy sprzedać dopiero na kilka dni przed odlotem i po uzyskaniu zgody naszej centrali - tłumaczy Marzena Makuchowska z rzeszowskiej filii biura podróży Triada. - Jest to jednak możliwe i zdarzają się klienci, którzy korzystają z takiej usługi.

Korzyści z lotu czarterem

Krotka podróż. Podróż czarterem z Jasionki do Tureckiej Antalii trwa około 2,5 godz., do Tunisu niespełna 3 godz. Korzystając z rejsów regularnych linii lotniczych trzeba lecieć z przesiadką, czasem dwoma lub trzema. Można też lecieć z Krakowa lub z Warszawy, ale też z przesiadkami. Taki czy siak trzeba się liczyć ze spędzeniem w drodze kilkunastu godzin.

Niska cena. Sprawdziliśmy kilka różnych wariantów połączeń do Tunisu, Hurgady, Shsrm El Sheikh, Antalii i Ankary. Bilety w obie strony kosztują od 2,3 tys. do ponad 6 tys. zł.

- Za bilet tam i z powrotem na lot czarterowy bez usługi turystycznej trzeba zapłacić do siedmiuset do tysiąca złotych - informuje Marzena Makuchowska. - Cena zależy od kierunku. Warto pamiętać, że kupując tylko bilet, podróżny musi jeszcze uzyskać wizę kraju do którego leci lub kupić voucher hotelowy. Bez tego nie zostanie wypuszczony z lotniska. Warto się więc zastanowić nad kupieniem w biurze turystycznym całego pakietu, a potem spędzać czas według własnego programu. Różnica w cenie jest niewielka i wielu turystów tak właśnie robi.




[http://www.pressmedia.com.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

Unia daje kasę na lotniska

London Stansted [soundscape]Image by ibcbulk via Flickr

Irlandzkie linie Ryanair zapowiadają zmniejszenie liczby swoich lotów, między innymi, do Bydgoszczy.


Polska otrzyma z Unii Europejskiej 0,5 miliarda euro na rozwój sieci transportu lotniczego. Wśród 10 portów lotniczych, które mają możliwość skorzystania z pomocy, jest także bydgoski.


Jak już informowaliśmy, jest to pierwszy program Unii Europejskiej, który przewiduje dofinansowanie lotnisk nawet w 100 procentach. Pomoc zostanie przyznana tym portom, w których obsługuje się mniej niż pięć milionów pasażerów. Dotyczy to już istniejących i dopiero planowanych małych regionalnych lotnisk w Lublinie-Świdniku, Modlinie, województwie podlaskim, Olsztynie-Szymanach, Zegrzu Pomorskim, Łodzi, Rzeszowie-Jesionce i Bydgoszczy, a także dwóch dużych regionalnych lotnisk - Poznań - Ławica oraz Kraków-Balice.

Na co wsparcie?

Program przewiduje udzielenie wsparcia przede wszystkim na przebudowę lub remont infrastruktury technicznej i operacyjnej oraz terminali pasażerskich, a także zakup urządzeń. Pomoc nie będzie udzialana natomiast na działalność komercyjną, na przykład, na budowę i remont obiektów magazynowych, biur, hoteli, sklepów, restauracji i parkingów.


Unia sfinansuje 76 procent planowanych inwestycji, jednak w przypadku niektórych istnieje możliwość zwiększenia pomocy do 100 procent. Komisja Europejska po raz pierwszy zaakceptowała taki program dla lotnisk.

To niewątpliwie dobra wiadomość dla bydgoskiego Portu Lotniczego. Niestety, jest i zła.

Ryanair nie poleci?

Tanie linie lotnicze Ryanair, w ramach szukania oszczędności, zapowiedziały od października 2009 do marca 2010 zmniejszenie liczby swoich lotów z lotniska w Stansted w Anglii. To jedna z najważniejszych baz przewoźnika. Samoloty kursują stąd, między innymi, do Łodzi, Krakowa, Wrocławia i Bydgoszczy. Redukcja lotów do Londynu, w połączeniu z zamiarem sprzedaży swoich udziałów przez austriacką firmę AI Airports International Limited, nie wróży bydgoskiemu lotnisku nic dobrego. Wiele wskazuje na to, że w akcję reanimacyjną będzie musiał ponownie włączyć się samorząd. Coraz częściej mówi się o odkupieniu akcji przez miasto i urząd marszałkowski lub pomocy w szukaniu zastępczego inwestora. - Ograniczenie lotów Ryanaira do Londynu to dla nas nowa wiadomość - mówi wiceprezydent Bydgoszczy, Bolesław Grygorewicz. - Ale nie wiadomo jeszcze, czy redukcje będą dotyczyć też połączeń z Bydgoszczy. Ta firma praktycznie bierze pod uwagę tylko rentowność połączeń. Zazwyczaj proponuje inne kierunki rezygnując z jednego lotniska. Jednak ich decyzje podejmowane są zupełnie niezależnie.

Szokujące pomysły

Jak pisze „Polityka”, nie ma praktycznie tygodnia, aby irlandzka linia nie ogłosiła jakiegoś szokującego pomysły biznesowego. Wszystko pod hasłem cięcia kosztów i obniżania cen biletów. Były zatem i takie pomysły, jak płatna toaleta w samolocie czy tanie latanie na stojąco. Większość nie ma szans na wprowadzenie w życie, bo protestują pasażerowie, a także władze lotnicze. Nie będzie zatem samodzielnego ładowania przez pasażerów walizek do luków bagażowych ani ważenia każdej osoby wchodzącej na pokład.(„Polityka”)





[http://www.express.bydgoski.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

Loty z Krakowa do Oslo (Torp) już wkróce

Kraków Airport im. Jana Pawła II in Kraków. En...Image via Wikipedia

Tanie linie lotnicze Ryanair ogłosiła, że od 1 listopada pasażerowie będą mogli polecieć do Oslo (Torp) z krakowskiego lotniska.


"Kraków świętuje otwarcie kolejnego kierunku, tym razem do Oslo Torp, który od dziś jest dostępny w sprzedaży. Z ogólna liczbą 12 kierunków dostępnych z Krakowa, pasażerowie będą mogli skorzystać tego lata ze wspaniałej oferty tanich lotów i żadnych opłat za paliwo, które gwarantuje Ryanair." - powiedział Laszlo Tamas z działu marketingu i sprzedaży linii Ryanair.

Przewoźnik przewiduje, że uruchomienie trasy Kraków (Balice) - Oslo (Torp) spowoduje zwiększenie się ruchu pasażerskiego na krakowskim lotnisku do ponad 450 tys. rocznie, zapewniając utrzymanie 45 stanowisk pracy.




[http://www.mojeprzeloty.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

Wakacyjna podróż już poniżej 1000 zł

"Pontikonisi", a small island locate...Image via Wikipedia

W samym środku wakacji można jeszcze znaleźć niedrogie połączenia lotnicze na południe Europy. Trzeba jednak uważać na rozmaite pułapki zastawiane przez przewoźników podczas rezerwacji.

Mimo restrykcyjnych unijnych przepisów tanie linie wciąż dodają podczas rezerwacji rozmaite opłaty dodatkowe. Np. Wizz Air każe sobie płacić przy płatności przelewem 11 zł w jednym kierunku. Ryanair do każdego lotu dolicza ok. 40 zł za bagaż.

Dziennik podał zestawienie cen biletów tanich linii do popularnych, wakacyjnych kurortów w Europie. Podane ceny obowiązują na dzień 29 lipca, zawierają opłatę bagażową.

Norwegian
Warszawa – Warna. Wylot 3 sierpnia (poniedziałek), powrót 10 sierpnia (poniedziałek). Cena: 986 zł.
Warszawa – Rzym. Wylot 3 sierpnia (poniedziałek), powrót 10 sierpnia (poniedziałek). Cena: 886 zł.

Wizzair
Warszawa – Korfu. Wylot 22 sierpnia (sobota), powrót 29 sierpnia (sobota). Cena: 740 zł.
Katowice – Burgas. Wylot 22 sierpnia (sobota), powrót 29 sierpnia (sobota). Cena: 830 zł.

Ryanair
Poznań – Barcelona. Wylot 14 sierpnia (piątek), powrót 21 sierpnia (piątek). Cena: 785 zł.


[http://www.air-europa.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

Ryanair likwiduje tanie loty.Ale nie u naszych sasiadów

Ryanair Boeing 737-800 EI-DHKImage by wicho via Flickr

- Będziemy wykonywać mniej lotów z lotniska w Stansted - ogłosiły linie lotnicze Ryanair. Ze Stansted startują też samoloty do Bydgoszczy. - Mamy świetne obłożenie, do 80 procent. Nie obawiamy się likwidacji lotów - mówi Sylwia Gładkowska, dyrektor Biura Zarządu Portu Lotniczego w Bydgoszczy.


Stansted to leżący około 60 km od Londynu port lotniczy. Jest jedną z najważniejszych baz Ryanaira. Na tym lotnisku startują i lądują samoloty z Polski, także z Bydgoszczy. Irlandzki przewoźnik ogłosił, że od października zmniejszy swe loty ze Stansted o 30 procent, a liczbę samolotów z 40 do 24. 16 samolotów ma być skierowanych na inne lotniska w Europie. Ryanair nie ogłosił jeszcze, w jaki sposób te zmiany wpłyną na połączenia na konkretnych trasach. Nieoficjalnie mówi się o likwidacji 10 tras i zmniejszeniu częstotliwości połączeń na 30 innych. - W przypadku tych linii to normalna praktyka, że tną ilość kursów, zwłaszcza zimą, działo się już tak w poprzednich latach - tłumaczy Stewart Wingate, dyrektor zarządzający lotniska w Stansted. Do Bydgoszczy boeingi Ryanaira latają z podlondyńskiego portu codziennie. - Jesteśmy spokojni. Ryanair często na okres zimy zawiesza część lotów, dotyczy to jednak tych połączeń, które nawet w sezonie nie mają kompletu pasażerów. W Bydgoszczy mamy świetne obłożenie, szczególnie do Londynu, od 70 do 80 procent, nie obawiamy się zawieszenia czy likwidacji lotów - mówi Sylwia Gładkowska, dyrektor Biura Zarządu Portu Lotniczego w Bydgoszczy. To dobra wiadomość, bo lotnisko zostanie dofinansowane przez Komisję Europejską. 10 polskich lotnisk regionalnych, w tym bydgoskie, ma dostać w sumie 500 mln euro. Za unijne pieniądze będą mogły być rozbudowane m.in. terminale pasażerskie, a to jest w planach bydgoskiego portu. Wkład UE wynosi aż 76 procent, ale niektóre inwestycje mogą zostać sfinansowane w całości. - To dla nas świetna wiadomość - przyznaje Gładkowska. - Tyle że wiemy o tym z mediów. Nie otrzymaliśmy żadnej oficjalnej informacji na ten temat, a co gorsza, nikt w urzędzie lotniczym nie potrafi nam na razie powiedzieć, kiedy możemy otrzymać te pieniądze. Prawdopodobnie dopiero w przyszłym tygodniu będziemy znali szczegóły - mówi dyrektor Gładkowska.


[http://miasta.gazeta.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

Ryanair śmieje się z kryzysu

Ryanair Boeing 737-800s at Frankfurt-HahnImage via Wikipedia

Irlandzkie tanie linie lotnicze dobrze się mają w tej trudnej sytuacji gospodarczej. Jak zapewnia prezes Ryanaira Michael O'Leary nawet podczas recesji linie się rozwijają.
Choć charyzmatyczny szef przewoźnika przyznaje, że jego firma też odczuwa skutki kryzysu, to jednak znacznie słabiej niż konkurencja. Jest to zasługa niższych kosztów. "Dzięki temu wyjdziemy z recesji jako zwycięzcy" - wyraża nadzieję O"Leary.
W pierwszym kwartale tego roku Ryanair przewiózł o 11 proc. więcej pasażerów niż rok wcześniej. Jednak wpływy z biletów były o 3 procent niższe. Ile zarabia tania linia? Wyniki istotnie dają prawo O'Leary'emu do napawania się dumą. Od kwietnia do czerwca Ryanaira zarobił 136,5 miliona euro, jest to ponad pięciokrotnie więcej niż przed rokiem.

[http://www.ttg.com.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

Ryanair zabierze cię na Wyspy Kanaryjskie

Vines growing in volcanic lapilli in the La Ge...Image via Wikipedia

Irlandzki przewoźnik nie próżnuje i wciąż poszerza swoją ofertę. Już tej zimy będziesz mógł polecieć z Ryanairem w ciepłe kraje. Linie ogłosiły, że uruchomią 39 połączeń na Wyspy Kanaryjskie. Już za niewielkie pieniądze będziesz mógł polecieć na bajkową Teneryfę czy Gran Canarię.


Wraz z nadejściem zimy klienci Ryanaira będą mogli skorzystać z nowych rejsów i polecieć za grosze na słoneczne Wyspy Kanarysjkie. Linie zaoferują aż 39 dodatkowych połączeń w tym kierunku, z czego 16 na Gran Canarię, 15 na Lanzarote i 8 na Teneryfę - czytamy na pasażer.com.

Jak to możliwe, że w tych dosyć trudnych czasach, linia decyduje się na uruchomienie kilkudziesięciu l]połączeń? Mianowicie, w Hiszpanii nie pobiera się od każdego przylatującego pasażera tzw. "podatku turysztycznego". Poza tym, Ryanair wynegocjował 100-proc. zniżkę na opłaty lotniskowe. A to oznacza, że za bilety zapłacimy dużo mniej.

Poza tym, by rozpromować nowe trasy, irlandzki przewoźnik rozdaje bilety za 0 euro na te wakacje kierunki. Jedyne koszty, które poniesiemy, to opłaty dodatkowe (np. za bagaż) i podatek.


[http://www.dziennik.p
l]
Reblog this post [with Zemanta]

British Airways tnie koszty jak tanie linie

British Airways, Bangalore

Od najbliższego poniedziałku linie British Airways nie będą podawać pasażerom posiłków po godzinie 10.00 rano na trasach, na których lot trwa krócej niż 2,5 godziny - donoszą media brytyjskie.

Inne rozwiązania podyktowane względami oszczędnościowymi przewidują, iż pasażerowie nie będą częstowani darmową butelkowaną wodą, lecz wodą podawaną w małych pojemniczkach pokrytych folią, gorące ręczniki orzeźwiające będą dostępne tylko dla pasażerów pierwszej klasy, znikną darmowe precelki.

Pełna gama usług nadal będzie dostępna na długich trasach, ale z menu pierwszej klasy usunięto minikanapki podawane jako przystawki, krakersy i czekoladki.


BA wskazują, iż zmiany zostały poprzedzone przez badania rynkowe. Wynika z nich m. in., iż jedna trzecia posiłków serwowanych pasażerom klasy biznes na dalekich trasach jest nietknięta, a pasażerowie na ogół nie wypijają całej butelki wody.

Linie BA dotkliwie ucierpiały na skutek dekoniunktury w drogim segmencie lotów (pierwszej klasie i biznes) na dalekich trasach. Za ostatni rok obrachunkowy strata przewoźnika wyniosła 401 mln funtów.

Posunięcia te mają przynieść BA 22 mln funtów oszczędności rocznie i zmniejszyć ilość resztek żywności. Za poprzedni kwartał strata brytyjskiego przewoźnika oceniana jest wstępnie na 100 mln funtów.



[http://anglia.interia.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

Pasażerowie chcą latać na stojąco

Konkurencja i władze lotnicze zareagowały szokiem na propozycję linii Ryanaira by pasażerowie na krótkich trasach korzystali w samolotach z miejsc stojących. W ankiecie Ryanaira większość pasażerów zgodziła się stać w czasie lotu, pod warunkiem, że bilet będzie darmowy.

Na pomysł wprowadzenia miejsc stojących wpadły też chińskie tanie linie Spring. Podobnie jak Ryanair chcą wprowadzić sektor tylko z miejscami stojącymi, gdzie znajdowałyby się jedynie miejsca do przypięcia pasami.

Ryanair przeprowadził w tej sprawie ankietę wśród swoich klientów. Okazało się, że spośród 120 tys. przepytanych osób, 66 proc. jest gotowe do latania na stojąco. Pod warunkiem jednak, że nie będą musieli płacić za bilet. Ale 42 proc. ankietowanych zgodziło się płacić za miejsca stojące. 60 proc. ankietowanych uważa, że przed rezerwacją biletu, klient powinien mieć wybór, czy chce lecieć w strefie „siedzącej” czy „stojącej”.


[http://www.air-europa.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

Żarty nie na żarty

Archaelogical sites of Chichén-Itzá in Yucatán...

Płatna toaleta w samolocie? Droższe bilety dla grubych, bo nadwaga to forma nadbagażu? A co powiecie na tanie latanie na miejscach stojących? Nie ma tygodnia, by irlandzka linia lotnicza Ryanair nie ogłosiła szokującego pomysłu biznesowego. Wszystko pod hasłem cięcia kosztów i obniżania cen biletów. By każdy mógł sobie pozwolić na lot samolotem Ryanair. Większość pomysłów ląduje w koszu. Są zbyt radykalne i trudne do przyjęcia nawet dla najmniej wymagających klientów. Protestują także władze lotnicze. Nie będzie więc samodzielnego ładowania przez pasażerów walizek do luków bagażowych ani ważenia każdej osoby wchodzącej na pokład. Także najnowsza ankieta prowadzona wśród pasażerów na temat akceptacji dla pomysłu latania na miejscach stojących bardziej ma na celu rozgłos medialny i irytację konkurentów niż rzeczywiste rozpoznanie rynku.

Darmowy marketing, jaki Ryanair zapewnia sobie w ten sposób, pozwala mu na cięcie kosztów reklamowych. Dzięki temu linia mogła obniżyć wydatki marketingowe o 26 proc. To ważne, bo w minionym roku, po raz pierwszy od 20 lat, Ryanair zanotował stratę. Jego szef, jeden z najbardziej kontrowersyjnych menedżerów świata, Michael O'Leary liczy jednak, że kryzys doda mu skrzydeł, a pasażerowie tnąc własne koszty będą częściej wybierali spartańskie warunki tanich linii. Ma już na to dowody. I to jakie! Ryanairem z Madrytu do Londynu poleciała hiszpańska monarchini królowa Zofia. Wizyta miała całkowicie nieoficjalny charakter, królowa leciała odwiedzić chorego brata. I ciężko tego pożałowała. Ryanair nie byłby sobą, gdyby przepuścił taką okazję do bezpłatnej reklamy. W hiszpańskiej prasie pojawiło się zdjęcie królowej oraz hasło "Lataj jak monarcha". Pałac królewski zaprotestował i zagroził procesem, bo linia wykorzystała wizerunek królowej bez zezwolenia. Ryanair przeprosił, reklamy wycofał i zobowiązał się do przekazania 5 tys. euro na cel charytatywny. Efekt został jednak osiągnięty i to wyjątkowo niskim kosztem.

Prowokatorzy i celebryci

Tę metodę Irlandczycy stosują także w innych krajach. Polega ona na wykorzystywaniu w celach reklamowych aktualnych wydarzeń i znanych osób. Oczywiście wszystko bez zezwolenia. Kiedy prezydent Francji żenił się z Carlą Bruni, w tamtejszej prasie pojawiło się zdjęcie pary z komentarzem, że cała rodzina będzie mogła przylecieć Ryanairem na ich ślub. Podobnie było w Polsce. Kiedy pojawiły się plotki o możliwym związku między ówczesnym premierem Jarosławem Kaczyńskim i posłanką Jolantą Szczypińską, linia sugerowała im, by w podróż poślubną udali się Ryanairem. Potem opublikowała przeprosiny z uwagą, że politycy powinni jednak akceptować "wesołą satyrę". Tekst były tak sformułowany, by przy okazji kolejny raz się zareklamować.

Bo każda okazja jest dobra: kiedy LOT wygrał proces przeciw Ryanairowi, zarzucając mu nierzetelną reklamę porównawczą, Irlandczycy opublikowali w prasie nakazaną przez sąd formułę przeprosin wzbogacając ją o własny tekst reklamowy. Pasażerom LOT w ramach przeprosin zaoferowali bilety po 20 zł w jedną stronę. Szybko okazało się, że pasażer korzystający z przeprosin zapłaci dużo więcej, co w zasadzie mogło stać się okazją do kolejnego procesu. Ale LOT, wyraźnie zmęczony, odpuścił.

Zwykle takie incydenty kończą się sporami sądowymi, co stanowi dla linii dodatkową okazję do reklamy. Koszty wyroków nie są aż tak wysokie. Carla Bruni wyprocesowała 60 tys. euro, parze Kaczyński-Szczypińska firma zaproponowała 25 tys. zł na cel charytatywny, były krótkotrwały prezes LOT Marek Mazur, który zdążył zostać obśmiany w reklamie Irlandczyków, procesu nie wygrał.

- Taka strategia obliczona jest na doraźny efekt. Prowokując i wszczynając awantury nikt jeszcze nie zbudował sobie trwałego wizerunku w biznesie - ocenia Piotr Czarnowski, specjalista w dziedzinie public relations.

Tymczasem w Polsce coraz więcej firm decyduje się na stosowanie ofensywnych technik marketingowych. Być może sprzyja temu atmosfera życia publicznego, którego esencją stały się nieustające zwady i konflikty. A im głupsza sprawa, tym większa zwada i medialny szum. Zjawisko to zyskało już nazwę tabloidyzacji polityki albo poppolityki. Na największą skalę uprawia ją poseł Janusz Palikot. Z biznesu wyniósł profesjonalizm i upodobanie do marketingu. Jak ujawnił niedawno "Dziennik", happeningi Palikota są wymyślane i starannie reżyserowane przez specjalistów, którymi kieruje Jacek Prześluga, były prezes PKP Intercity, który zasłynął ze swoich innowacyjnych pomysłów marketingowych ("Polityka" 26/06). Coraz liczniejsi polityczni konkurenci także nie stronią od agresywnego marketingu, choć wszczynanych awantur nie reżyserują ani nie poprzedzają badaniami opinii publicznej, jak czyni to Palikot. Bardziej zdają się na intuicję i brutalny język.

Elektroniczne ustawki

W przypadku firm jest podobnie. Niektóre swoje posunięcia starannie przygotowują. Inne reagują spontanicznie, bo rynkowe bójki wymagają szybkich reakcji i często brakuje czasu na głębsze zastanowienie. W przypadku konfliktu dwóch sieci supermarketów z elektroniką, Media Markt i Saturn, niewątpliwie mieliśmy do czynienia z reżyserią. Obie sieci wysyłały pod swoim adresem reklamowe zaczepki i prowokacje uzyskując zamierzony efekt medialnego szumu. Wynikał on mniej z siły ciosów, a bardziej z faktu, że atakowały się dwie sieci należące do tego samego właściciela, niemieckiej Grupy Metro.

Nieco później na polskim rynku pojawił się brytyjski Elektro World i wtedy zrobiło się naprawdę gorąco. Sieci oskarżały się o nieuczciwe praktyki, stosowanie czarnego PR i rozpuszczanie plotek. Kiedy Elektro World z okazji otwarcia jednego z supermarketów zapowiedział sprzedaż partii telewizorów po wyjątkowo obniżonej cenie, pierwsi w kolejce znaleźli się ochroniarze z Media Markt, którzy - jak podpatrzyli dziennikarze - odnosili kupiony sprzęt do firmowego samochodu. Kiedy niemiecki Media Markt wypuścił w Niemczech reklamę telewizyjną, w której Polacy zostali pokazani jako złodzieje - co w naszym kraju wywołało falę oburzenia - polski konkurent, sieć RTV Euro AGD, postanowił to wykorzystać. W reklamie radiowej cytowano krytyczne artykuły prasowe kończąc pytaniem, czy do Media Markt przyjdzie jeszcze choć jeden klient?

Najbrutalniejsze walki toczą się tam, gdzie konkurencja dotyczy cen. Z rozmaitych powodów. Do jakości ani prestiżu nie da się nikogo przekonać wszczynając awanturę. Inna jest wrażliwość konsumenta nastawionego na tani towar. Łatwiej akceptuje brutalne metody, nawet schlebia mu, że rynkowi rywale gotowi są o niego się bić. Często też sam emocjonalnie angażuje się w tę walkę.

- Agresywny marketing prowadzi do polaryzacji postaw konsumentów i zwiększa ich przywiązanie do marki. To działa trochę jak klub kibica piłki nożnej w sezonie rozgrywek: kocham moją drużynę, tamtą akceptuję, a innych nie cierpię. Ten mechanizm sprawdza się najlepiej w przypadku młodych konsumentów, bardziej mężczyzn niż kobiet - wyjaśnia dr Paweł Wójcik, psycholog zachowań konsumenckich z firmy 4P Reaserch Mix.

Potężną bronią agresywnego marketingu jest reklama porównawcza. To jeden z bardziej kontrowersyjnych sposobów promocji. Dlatego w niektórych krajach jest zakazany. W Polsce zalegalizowano go w 2000 r., ale z poważnymi ograniczeniami. Prawo wymaga, by porównanie miało twarde, merytoryczne podstawy. Nie wolno powiedzieć jestem lepszy od konkurenta i już. Trzeba to udowodnić. A z tym często bywają kłopoty. - Jest dużo sporów sądowych dotyczących reklamy porównawczej. Wynikają one najczęściej z faktu, że porównywane są cechy nieporównywalne lub trudne do jednoznacznej oceny - wyjaśnia dr hab. Elżbieta Traple, profesor UJ.

Dziś taki pojedynek toczy się między spółką P4, właścicielem sieci telefonii komórkowej Play, a wielką trójką - Erą, Orange i Plusem. Play od początku istnienia przyjął taktykę zdobywania rynku przebojem i zyskał już wizerunek biznesowego zabijaki. - Jesteśmy jak Dawid wśród trójki Goliatów, najmniejszym i najmłodszym operatorem sieci komórkowej, więc musimy się rozpychać, by nas zauważono. Bywamy czasem niegrzeczni przełamując stereotypy. Weszliśmy na rynek, który podzieliły między siebie trzy wielkie firmy tworzące oligopol i pilnujące, by ceny nie spadły. Obniżając je psujemy im interes. Dlatego tak nas nie znoszą - komentuje rzecznik Play Marcin Gruszka.

Play już nieraz doprowadzał wielkich konkurentów do wściekłości. Tym razem jednak zalazł im za skórę wyjątkowo. Reklamuje się porównując własne ceny połączeń z cenami konkurentów. Poszczególne reklamy poświęcone są kolejnym rywalom i wychodzi z nich, że za połączenie z Play do Orange, Ery czy Plusa płaci się mniej niż wewnątrz tamtych sieci.

Konkurenci zarzucają Play, że manipuluje danymi, a jego ceny wcale nie są tak niskie, jak podaje. Jeśli w niektórych przypadkach tak jest rzeczywiście, to tylko dlatego, że prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej Anna Streżyńska faworyzuje nowego operatora.

- Ciekawe, dlaczego nie podają, że za połączenia do Play trzeba zapłacić najwyższą stawkę. Warto wiedzieć, że dzwoniąc z innych sieci do Play subsydiujemy ich abonentów - przekonuje dyr. Zbigniew Lazar z Ery. Era brała pod uwagę wystąpienie do sądu, ale zrezygnowała. Reklama żyje krótko, a procesy ciągną się latami. Przygotowała własną reklamę będącą odpowiedzią na agresję Play. Spór dotyczy tzw. stawek MTR, czyli cen, jakie płacą sobie nawzajem operatorzy za połączenia kończące się w ich sieciach. Prezes UKE przyznała Play najwyższe stawki (choć ostatnio je nieco obniżyła), by wyrównać szanse między konkurentami.

Jednak najbardziej zacięta walka toczy się między Play a Plusem. Konflikt jest ciekawy nie tylko ze względu na temperaturę, ale także dlatego, że Play świadczy swoje usługi korzystając głównie z infrastruktury Plusa. Walka dotyczy nie tylko reklamy porównawczej, ale przede wszystkim akcji przeciągania abonentów Plusa do Play. Play wykorzystał moment, kiedy Plus zmienił regulamin (wynikało to z decyzji UOKiK) i rozpoczął kampanię (z udziałem dziennikarza TVN Andrzeja Sołtysia) przekonując, że w tej sytuacji można przejść do niego bez negatywnych konsekwencji. Do tego doszła akcja wysyłania esemesów do abonentów Plusa i działania akwizytorów Play pod salonami konkurenta. Ten nie wytrzymał i poszedł do sądu. Reklamy zostały wstrzymane, wysyłanie esemesów też. Ale wojna trwa. Play sprzyjają nowe przepisy, które pozwalają na przenoszenie numerów z sieci do sieci. To zwiększyło mobilność abonentów.

Zdaniem Piotra Czarnowskiego agresywny styl działania Play został ukształtowany przez Chrisa Bannistera, twórcę sieci, prezesa spółki P4, który właśnie zakończył pracę w Polsce. W wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" powiedział z dumą, że "uwolnił nasze komórki". To człowiek, który kocha walkę. W firmie koło biurka miał powieszony bokserski worek treningowy ze znakami firmowymi konkurentów.

Wolnoamerykanka

Ojczyzną agresywnego marketingu są Stany Zjednoczone. Prawo jest tam najbardziej liberalne. Pozwala na walki, które w Europie uznano by za niedozwolone. Do historii przeszły ciągnące się latami pojedynki Pepsi-Coli z Coca-Colą. Atakująca jest zwykle Pepsi. Nęka wielkiego konkurenta złośliwymi, acz często dowcipnymi, reklamami. Rywal nie pozostaje dłużny. Ten rodzaj pojedynków rynkowych zwie się knocking copy. Polega na oddawaniu ciosu poprzez odwrócenie sensu reklamy konkurenta.

Umiejętnie zastosowana broń potrafi działać z morderczą skutecznością. Kiedy sieć wypożyczalni samochodów Avis zaczęła się reklamować hasłem "Jesteśmy numerem dwa, dlatego bardziej się staramy", konkurent Hertz odpowiedział swoim "Czy zastanawiałeś się, dlaczego numer dwa jest ciągle numerem dwa?". Do legendy przeszedł pojedynek producentów piór wiecznych. Waterman zachęcał: "Zrzuć Watermana z drugiego piętra, zobaczysz, że nic mu się nie stanie". Konkurent odpowiedział "Zrzuć Watermana z drugiego piętra i kup Parkera".

W Polsce też mieliśmy pojedynki knocking copy. Kiedy pojawiła się reklama Aspiryn C z hasłem "Na chorobę ci inne środki", konkurent odpowiedział "Na chorobę ci inne środki, Upsarin na zdrowie". Takich dowcipnych pojedynków reklamowych mieliśmy zresztą więcej. Część z nich była tak zawoalowana, że czytelna tylko dla nielicznych. Odbiorcy reklam lubią jednak tego typu żarty. Niektóre marki budują swój wizerunek na inteligentnej komunikacji z odbiorcami. To dużo lepsze od obserwowania, jak konkurenci okładają się po głowach, skarżą w prasie, a potem ciągają po sądach.


[http://wiadomosci.gazeta.pl]
Reblog this post [with Zemanta]

Podpowiadamy, jak tanio polecieć na wakacje

Ryanair B737-800 Cabin

Można przelecieć samolotem pół Europy, odwiedzić kilka najpiękniejszych miast i za całą podróż zapłacić około 200 złotych. Wystarczy śledzić promocje tanich linii lotniczych.

Tanie linie lotnicze zwykle są rzeczywiście tanie, jeśli rezerwujemy lot z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem lub korzystamy z ogłaszanych promocji. W lipcu bilety na atrakcyjne wakacyjne trasy są na ogół drogie. Na przykład, gdybyśmy teraz chcieli sami zorganizować sobie podróż na Kretę, to za bilet z Katowic i z powrotem (lata stamtąd linia Wizzair) pod koniec sierpnia zapłacimy około tysiąca złotych.

Można jednak, obserwując promocje ogłaszane przez linie, wybrać szczególnie atrakcyjne loty. Zasada taniego latania jest jedna: lecimy tam, gdzie jest tanio, o ile cel podróży jest dla nas atrakcyjny. Dokładnie tak samo jak robi się z wczasami last minute proponowanymi przez biura podróży.



Można przelecieć samolotem pół Europy, odwiedzić kilka najpiękniejszych miast i za całą podróż zapłacić około 200 złotych. Wystarczy śledzić promocje tanich linii lotniczych.

Aby tanio polecieć na wakacje, musimy spędzić nieco czasu na wertowaniu ofert internetowych. Ale opłaca się.

Tanie linie lotnicze zwykle są rzeczywiście tanie, jeśli rezerwujemy lot z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem lub korzystamy z ogłaszanych promocji. W lipcu bilety na atrakcyjne wakacyjne trasy są na ogół drogie. Na przykład, gdybyśmy teraz chcieli sami zorganizować sobie podróż na Kretę, to za bilet z Katowic i z powrotem (lata stamtąd linia Wizzair) pod koniec sierpnia zapłacimy około tysiąca złotych.

Można jednak, obserwując promocje ogłaszane przez linie, wybrać szczególnie atrakcyjne loty. Zasada taniego latania jest jedna: lecimy tam, gdzie jest tanio, o ile cel podróży jest dla nas atrakcyjny. Dokładnie tak samo jak robi się z wczasami last minute proponowanymi przez biura podróży.
reklama

Europa za 200 złotych

W wybieraniu tanich lotów niezbędny jest internet. Znajdziemy tam strony, które wyszukają dla nas najtańsze opcje. Szczególnie interesujące są te prowadzone przez zapaleńców, prawdziwych pasjonatów taniego latania. Potrafią oni znaleźć wprost niewiarygodne ceny, obserwując dziesiątki, jak nie setki portali linii lotniczych na całym świecie.

Ostatnio na stronie www. przeloty.net wyszczególniono promocję (linii Ryanair), która obejmowała pięć lotów (od 1 do 19 września). Z Katowic przez Brukselę, Madryt, Barcelonę do Wenecji. Potem konieczna była podróż pociągiem do Bolonii i stamtąd powrót do Katowic. Całość kosztowała ok. 200 zł.

Jeszcze nie tak dawno linie Ryanair oferowały za 100 zł bilet z Wrocławia na Sardynię z przesiadką w Londynie lub z Katowic do Bolonii za 35 zł.
Amatorzy bardziej egzotycznych kierunków znajdą na www.przeloty.net bilety do Gwatemali za 1860 zł czy do Szanghaju za 1799 zł.

Uwaga na opłaty

To prawda, którą należy powtarzać. Cena biletu wykazana na stronach tanich linii lotniczych zawsze jest niższa od ceny rzeczywistej. Zamawiając bilet przez internet, zawsze płacimy opłatę za tzw. bagaż rejestrowany. Czyli za walizkę czy plecak, który zostawiamy przy odprawie, a potem odbieramy po przylocie.

Tanie linie akceptują zwykle bagaż do wagi 15-20 kg. Do ceny biletu należy więc dodać 85-90 zł. Za nadwyżkę kilogramową musimy dodatkowo zapłacić. Jeśli przy zakupie biletu decydujemy się na wykupienie ubezpieczenia (nie jest obowiązkowe), musimy liczyć się z dodatkowym kosztem około 100 zł.

Możemy zrezygnować z ubezpieczenia, ale wtedy w przypadku rezygnacji z lotu nie dostaniemy zwrotu pieniędzy za bilet.

Dodatkowy koszt to także SMS powiadamiający o przyjęciu rezerwacji, a także możliwość wcześniejszego wejścia na pokład. Wówczas możemy jako jedni z pierwszych wybrać sobie miejsce. W tanich liniach bilet nie jest bowiem połączony z konkretnym miejscem. Przy zakupie biletu pobierana jest od nas opłata manipulacyjna.

Jeśli np. dwójka dorosłych z niemowlęciem korzysta z promocyjnego biletu na przelot z Katowic do Mediolanu i z powrotem, nie płaci 420 zł, jak wykazuje oficjalna cena, lecz blisko 800 zł (z opłatą za bagaż i ubezpieczeniem).

Można taniej

Najtańszym sposobem jest podróżowanie z bagażem podręcznym bez ubezpieczenia i innych dodatkowych opłat. Wówczas jednak trzeba się zapakować w niewielką torbę lub plecak, którego waga nie przekroczy 10 kg.

Taki bagaż bez opłaty można wnieść na pokład samolotu za darmo. Uwaga! Za bagaż podręczny uznawany jest np. parasol, damska torebka czy teczka z laptopem. Jeśli zabieramy go ze sobą, nic więcej na pokład nie wniesiemy. Podróżowanie tylko z bagażem podręcznym jest dobrym rozwiązaniem raczej dla dorosłych podróżujących bez dzieci.

Szukaj lotów

Szukanie tanich biletów na atrakcyjne wakacyjne kierunki jest zajęciem niewdzięcznym. Jest ich po prostu mało. Warto jednak podjąć ten trud. Kilka ciekawych propozycji można znaleźć. My przeanalizowaliśmy wakacyjną siatkę lotów tanich przewoźników. Pod uwagę braliśmy loty z lotnisk we Wrocławiu, Katowicach i Krakowie, czyli leżących najbliżej Opola. Podane ceny obejmują bilet w obie strony z opłatą za bagaż i manipulacyjną.

W połowie sierpnia można polecieć z Katowic do Forli/ Bolonia za ok. 300 zł. Forli to miejscowość oddalona zaledwie o 42 minuty jazdy pociągiem od Rimini, słynnego włoskiego kurortu nad Adriatykiem. Do Bolonii podróż pociągiem trwa 48 minut.

Jeszcze taniej, bo około 270 zł kosztować nas będzie bilet do Sztokholmu, jeżeli zechcemy polecieć tam 18 lipca i wrócić dziesięć dni później. Za bilet do szwedzkiego Malmoe na przełomie lipca i sierpnia zapłacimy ok. 300 zł. To lotnisko ma też wygodne połączenie z Kopenhagą, stolicą Danii.

Z Katowic za ok. 300 zł możemy polecieć do Brukseli (przełom lipca i sierpnia), a na początku sierpnia za 420 zł do Mediolanu.

Trochę drożej zapłacimy już za podróż z Wrocławia do Edynburga (ok. 500 zł) lub z Katowic do Rzymu (ok. 560 zł).



Dla porównania za bilet kolejowy z Opola do Gdańska, pociągiem pospiesznym z Wrocławia, zapłacimy w dwie strony ok. 150 zł (10- godzinna podróż drugą klasą).

Z lotniska do centrum

Sprawdziliśmy, ile kosztuje przejazd autobusem z terminali tanich linii lotniczych do centrów miast.

Tanie linie lotnicze mają wadę. Lotniska, z których korzystają ci przewoźnicy, zwykle są oddalone o kilkadziesiąt kilometrów od miasta. Tylko w reklamie samolot do Frankfurtu ląduje we Frankfurcie, a samolot do Paryża - w Paryżu. W rzeczywistości samolot do Frankfurtu ląduje w oddalonym o około 100 kilometrów Hahn, a samoloty do Bolonii "parkują" w Forli, oddalonej o blisko 50 minut jazdy pociągiem od centrum. Jak dostać się z takiego odległego portu lotniczego do centrum miasta? Nie jest to trudne, choć trochę kosztowne.

Oczywiście można skorzystać z taksówki, która w zależności od odległości będzie nas kosztować od 30 nawet do 120 euro.

Najlepszym rozwiązaniem pozostaje przejazd autokarem. Przy każdym lotnisku, gdzie lądują tanie linie, zwykle jest wielki parking z przystankami autobusowymi linii wożących turystów do centrum miasta.

Bilet bez problemu kupimy na miejscu u kierowców lub na lotnisku. Nawet jeśli nie wiemy, jak dostać się do centrum, to kierowcy autobusów na pewną nas o tym poinformują i wcisną bilet.

Poniżej podajemy orientacyjne ceny przejazdu do centrum miast z najważniejszych dla tanich linii lotnisk w Europie. Pamiętajmy jednak, że kupując od razu bilet w dwie strony, oszczędzimy od 1 do 3 euro. Ale uwaga! Z lotniska do centrum miasta kursuje zwykle kilku przewoźników. Kupiony z góry bilet powrotny obowiązuje tylko u tego samego przewoźnika, z którym jechaliśmy w poprzednią stronę. Inaczej trzeba płacić drugi raz.

[http://www.nto.pl]
Reblog this post [with Zemanta]